O zagrożeniach na jakie narażone są nasze komputery wszyscy - mniej więcej - wiemy doskonale. Począwszy od niebezpieczeństw natury czysto fizycznej (rozlana kawa, cola, fragmenty kanapek w klawiaturze) po wirtualne ataki, złośliwe wirusy i oprogramowania, których absolutnie sobie w naszym sprzęcie nie życzymy.
Dziś ratunkiem dla koputera jest pomoc zaprzyjaźnionego informatyka bądź wizyta w pobliskim serwisie. Ale wizja Hyuh Jin Lee pociąga nas znacznie bardziej: dysk podłączany poprzez kabel USB, zawieszony na stojaku niczym kroplówka, z którego sączą się powolutku życiodajne pliki antywirusowe. Całość oczywiście odpowiednio mruga, świeci i ogólnie daje znać, że ważne procesy naprawcze tu zachodzą.